O tym, jak w Ambrze wygrał pięć dych za najbardziej pojebany zakład

Ja, ziomeczka z klubu... Mordo, to raczej mnie koledzy... Ej! To raczej mnie koledzy wy... wy...

Kiedyś taka dyskoteka u nas była, która się nazywała Ambra. Ja bardzo lubiłem do tej Ambry jeździć z moimi kumplami. Jeden z tych znajomych kumpli moich, jak i znajomych piątych przez dziesiąte, kisił wodę, stał się na bramce.

I była taka sytuacja, że się założyłem z koleżkami, to znaczy przybiłem grabę, że ja dostanę od każdego z nich po pięć dych na łeb, jak ugryzę klientkę w pizdę. I sytuacja była taka, że tańczę sobie na dyskotece zajebiście i był za mną taki fajny podest. I na tym podeście wbijała fajna dupeczka. No i przybiliśmy za te pięć dych od osoby, że ja sobie będę tańczył, odchylę się i ugryzę ją w pizdę. No i kurwa! No i kurwa! Wygrałem!

Ale byłem młody i głupi. Żeby było śmieszniej, ja ją ugryzłem dla jaj, a ona po tym, człowieku, normalnie ciągnęła mnie do samochodu. Mówię: nie, nie, nie! Ona mnie ciągnie!

Ładowanie strony