O tym, jak dziewczyny z burdelu ukradły mu czapkę

Oj, a co ci się dzieje z komputerem? Już tu była kiedyś taka dziewczyna, wiesz, co też miała problem z komputerem, to jej wysłałem kartę graficzną. Od tamtej pory nawet tu nie zagląda.

Mam takie nastawienie, dzięki temu nie jestem byle kim, mordo. Ja mam takie szczęście, że ja wychodzę do lokalu, tańczę sobie. Tańczę sobie, podbijają do mnie dwie kobitki, tańczę ze z nimi, po czym później się okazuje, że one pracują w burdelu w Warszawie i przyjechały się do Płocka pobawić. A dowiaduję się tego w momencie, kiedy klientka ściąga mi czapkę z głowy i ucieka z nią, po czym mówi, że odbiorę ją w Warszawie. Jak pytam o adres, to mi adres burdelu podaje. Także ja dziękuję, naprawdę.

Słowo daję, to jest z życia wzięta historia. W Malibu tak miałem, ze znajomymi byliśmy. To koleżka się na mnie potem obraził, że nie chciałem z kurwami przy stoliku siedzieć, bo one wołały mnie tam do stolika, bo one wszystkie przyjechały same, no nie? I sobie tam siedziałem z koleżką, ale ja nie będę siedział z takimi klientkami, wiesz, o co chodzi? To poszedłem po prostu. Bo mnie wkurwiły, bo mi czapkę zabiera i mówi, że mam do burdelu jechać odebrać czapkę, człowieku ty. Pojebana jakaś.

Ładowanie strony