O tym, jak spuścił koledze plecak i prawie miał sprawę za pobicie

Dużo pracowałem fizycznie, trochę myślowo, różnie, mordeczko, wiesz. Po prostu pracowałem. Ale naprawdę, jeżeli bym cofnął czas, a miał tę wiedzę, którą mam teraz w głowie, miałbym zacząć streamować, nie zrobiłbym tego już. Mówię całkiem szczerze, mordeczki, nie zrobiłbym tego już.

Słuchajcie akcję. Miałem solówę z koleżką z klasy, no nie? Napierdalamy się, napierdalamy się, napierdalamy. I nagle facet od WF-u wyszedł i zaczął drzeć mordę. Bo generalnie facet od WF-u grał z moim ojcem w piłkę, no nie, w jednym klubie, i zawsze mnie straszył, że powie mojemu ojcu, więc była taka sytuacja, że wyszedł z sali gimnastycznej, no od razu nas poznał. No jak mnie by nie poznał, chłop, tak, czy tam koleżki, więc zaczął drzeć do nas.

Wiecie, co zrobiłem? Za jego plecak złapałem i zacząłem uciekać. Mówię: chodź, spierdalamy. Rozumiecie, kurwa? Żeby tylko szybciej spierdalać. Taka beka była. Bijemy się, bijemy, on wyszedł do nas, to żeśmy plecak dzina i mu spierdalamy, i on też uciekać zaczął ze mną.

Tego samego dnia dostałem telefon do domu, do moich rodziców, że rodzice tamtego nie wiedzą, czy sprawy mi nie założą, bo ich syn zupę przez słomkę jadł. Ja naprawdę byłem bardzo niegrzeczny w szkole. Ja non stop byłem u psychologa, non stop byłem u dyrektora jakiegoś.

Swoją drogą w Sikorzu byłem kiedyś na turnieju w szachy. W seminarium duchownym, do latku.

Ładowanie strony