O tym, jak wieś i szkoła obrzydziły mu niektóre jedzenie
To chyba z krwi kaczki jest robiona zupka, wiesz? Z tego, co ja pamiętam, jak za dzieciaka pytałem. I jak mi powiedzieli, z czego to jest, to nawet na to spojrzeć nie chciałem, a tak się wszyscy na wsi tym zajadali. Jak ta zupa była, to całe, kurwa, wszystkie, cała rodzina się spierdalała na wioskę, żeby tę zupę wpierdalać. Słowo wam daję, no nie? Czy kaszankę tak samo, zapierdalali normalnie. Jak wpierdalali, to im się uszy trzęsły, kurwa, człowieku. Tak wpierdalali.
Czy kaszankę lubię? Nie. A ja do kaszanki się zraziłem znowuż w szkole u mnie, bo były obiady. Ja jadłem obiady, bo u mnie ojce bardzo długo pracowali, ja na świetlicy zostawałem, ja jadłem obiady, ja wracałem o 17 do domu dopiero. Ja jadłem obiadki w szkole i ja się zraziłem do kaszanki w szkole. Była tak paskudna, że po prostu dużo rzeczy nie zjem przez to, że w szkole jadłem i mi nie smakowało, i zostało to gdzieś tam w mojej podpsychice. Ja tego mówię, no nie? Kiełbaska jak była czy serdelek, jeszcze zjadłem, ale no nie potrafiłem kaszanki jakoś w siebie wmuszyć, no. Nie smakowała mi bardzo.
Kaszy kiedyś bardzo, bardzo długo nie lubiłem, właśnie przez szkołę, a potem polubiłem. Albo na przykład powiem wam ciekawostkę. Ja za dzieciaka na przykład bardzo nie lubiłem kaszy manny z mlekiem, no nie? Wyobraź sobie, że z czasem, z wiekiem, mi się tak odjebało, że teraz mógłbym tak wpierdalać to, że kurwa aż normalnie masakra. No i ja teraz uwielbiam. Polubiłem po tym, jak siostra cioteczna się moja urodziła. No i jak ją karmiliśmy i nie chciała zjeść, to spróbowałem tam, jakoś polubiłem.